„Sąd nad Bogiem”

„Dlaczego zakrywasz oblicze Twoje, zapominasz o nędzy i udręce naszej, Powalona bowiem w proch jest dusza nasza, Nasze ciało przylgnęło do ziemi, Powstań, przyjdź nam z pomocą i wyzwól nas dla łask Twojej” (Psalm 44,25-27). Dwie małe dziewczynki wracały ze szkoły do domu. Zostało im jeszcze przejść przez ulicę. Nauczone ostrożności przez rodziców, weszły na pasy. Tego dnia wybieraliśmy się z żoną do Poznania, gdy nagle zadzwonił telefon komórkowy. Dzwoniła Danusia, i przekazała nam tragiczną wiadomość, że dwie małe córeczki naszych przyjaciół nie żyją. Zabił je ciężarowy samochód na przejściu dla pieszych. Ta wiadomość ścięła nas z nóg. Usiedliśmy i w milczeniu długo płakaliśmy. Wyobrażałem sobie, jak jeszcze wieczorem siedziały z mamą i z tatą na wspólnym nabożeństwie. Jak rano, wychodząc do szkoły mówiły do mamy: do widzenia mamusiu. Mama nie wiedziała, że widzi je i słyszy po raz ostatni, bo już nigdy nie miały wrócić do domu. W takich chwilach wyrywa się z głębi duszy rozpaczliwe pytanie: - dlaczego? Dlaczego to się stało?

Każdy z nas wiele razy w swoim życiu zadaje Bogu to pytanie: Boże, dlaczego to mnie spotkało? Dlaczego dzieje się w moim życiu to czy tamto? Szukamy odpowiedzi, ale często nie znajdujemy jej. Zdarza się, że buntujemy się, a nawet oskarżamy za to Boga, krzycząc: - Boże, dlaczego do tego dopuściłeś? Czy mieliście już z tym problem? Czy przeżywaliście już chwile, w których wątpiliście w Bożą sprawiedliwość? W Bożą opiekę? A nawet w istnienie Boga? Wiecie, ja miałem taki okres, w którym było mi ciężko zrozumieć, dlaczego Bóg dopuszcza zło. Tym bardziej, że to zło dotykało mnie, i moich najbliższych. Z jednej strony obwiniałem się; mówiłem sobie: - gdzie jest twoja wiara? A z drugiej strony, miałem coraz więcej argumentów przeciwko Bogu. Tak moi drodzy, aż boję się nimi z wami podzielić. Ale musimy razem stawić czoła, bo jeżeli tego nie zrobimy, to one mogą nas duchowo zabić.

Przykład drugi dotyczy również prawdziwego wydarzenia. Pewna młoda kobieta, chrześcijanka, bardzo poświęcona Bogu, pewnego razu, gdy wracała z pracy do domu, została na ulicy wciągnięta do samochodu. Trzech mężczyzn wywiozło ją do lasu, i tam przez wiele godzin była maltretowana, bita, gwałcona i cięta żyletkami po twarzy. Gdy jeszcze miała siłę, krzyczała: ratunku! W swojej wielkiej bezsilności i rozpaczy wołała o pomoc. I wiecie, kogo najbardziej wołała? Zgadnijcie. Tak, Boga. I wiecie, kto jej przyszedł z pomocą? Nikt. Po kilku godzinach, bandyci myśląc, że nie żyje, porzucili ją nieprzytomną w lesie. Gdy odzyskała przytomność, doczołgała się do drogi i tam ją ktoś znalazł. Trzeci przykład. Dziewięcioletnia dziewczynka, córka pastora, porwana przez pedofila. Przez osiemnaście dni więziona w piwnicy, bita, gwałcona, głodzona, torturowana, zamęczona na śmierć. Jakie uczucia wzbudziły w was te historie? A może poczuliście się niedobrze w tej chwili? Może chcielibyście powiedzieć mi teraz: nie opowiadaj o takich strasznych rzeczach, to źle na nas wpływa. Nie chcemy słuchać takich historii. Pokazuj dobro a nie zło. Czyżby psuło to wam wasz obraz Boga? Nie możemy przecież udawać, że tego nie ma. To naprawdę się dzieje wokół nas. Taka jest rzeczywistość, mimo że niektórzy z nas jej nie doświadczają. Uprawiają swoją religię w spokoju, bezpieczeństwie i luksusie. Boją się nawet słuchać o czymś takim. Kiedy usłyszałem o tych historiach, pomyślałem tak:, dlaczego Bóg im nie pomógł? Wyobraźcie sobie, że jesteście silnym ojcem dwuletniego dziecka, chłopczyka albo dziewczynki. Kochacie go całym sercem. Mój chłopczyk, o którym wam opowiadałem, ma już ponad dwa latka. Ja też go kocham całym sercem, tak, że oddałbym za niego życie. Wiecie jak to jest z małym dzieckiem. Czyha na niego mnóstwo niebezpieczeństw. Ale wy chodziliście za nim i łapaliście go, gdy potknął się, albo coś innego mu groziło. Ale teraz wyobraźcie sobie, że wasz kochany chłopczyk bawi się gdzieś niedaleko was w parku. Wy siedzicie na ławce i czytacie książkę, powiedzmy, że „Wielki bój”. I nagle słyszycie, jak wasz synek krzyczy: - Tatusiu, Tatusiu! Odwracacie się, i widzicie, że do waszego dziecka podbiegło kilku chuliganów, przewrócili go, zaczęli go kopać i bić kijami, zadając mu ciężkie rany. Jaka by była wasza reakcja? Powiedzmy, że, spokojnie wracacie do książki, i ignorując krzyki syna, przechodzicie do następnego rozdziału. O, ja wiem, że wy byście tak nie zrobili. Zrobilibyście to, co każdy ojciec. Z rykiem lwa natychmiast rzucilibyście się na bandytów, roztrzaskując ich w drobny pył. A potem podnieślibyście syneczka, i ze łzami w oczach wtulili w swoje ramiona. Prawda? Tak byście zrobili? Ja też tak bym zrobił. Ale co byśmy powiedzieli o ojcu, który by kompletnie nie zareagował? Że nie jest prawdziwym ojcem, prawda? Nawet więcej. Powinien być oskarżony przed sądem, że nie udzielił pomocy synowi. Bo nawet obcy człowiek jest obowiązany prawem, do udzielenia pomocy w takich sytuacjach. A gdyby jego syn poniósł śmierć w wyniku obrażeń, ja nazwałbym go mordercą. Bo mógł z łatwością obronić swojego syna. Miał do tego moc, a nie zrobił kompletnie nic. I wiecie, jaka myśl mi przyszła do głowy? Na świecie, taka, a nawet gorsze sytuacje zdarzają się, co kilkadziesiąt sekund. Krzywdzeni, głodni, maltretowani, zabijani wołają Boga na pomoc. I nie ma pomocy. Dlaczego Bóg Ojciec widząc cierpienia swojego dziecka nie reaguje? Dlaczego nie idzie na pomoc? Jak czułoby się dziecko, którego tatuś nie ratuje? Czy czujecie ten jego ból i rozpacz? Czy zdarzyło wam się wołać do Boga, a nikt nie odpowiadał? Czy czuliście coś takiego w stosunku do Boga? Ja czułem. Stawiałem wtedy wiele pytań, nie tylko odnośnie mojej sytuacji. Ale pytałem Boga: dlaczego pozwala na tak wielką niesprawiedliwość? Dlaczego cierpią i giną niewinne dzieci, a jednocześnie rodzą się dzieci ciężko upośledzone? Dlaczego pozwalasz i przypatrujesz się prześladowaniom i morderstwom? Dlaczego wreszcie błogosławisz łotrom, tym, którzy krzywdzą innych, a ludzi sprawiedliwych pognębiasz w ubóstwie? Dlaczego jesteś Bogiem bogatych, tłustych i zdrowych?

Moja lista pytań była bardzo długa. Szukałem odpowiedzi w Piśmie Świętym. I wiecie, co odkryłem? Że ktoś już przede mną stawiał takie same pytania. Że ktoś już przede mną czuł to, co ja czułem. Zanim sięgnąłem do Pisma Świętego, obwiniałem się. Chyba tracę wiarę, myślałem. Ja nie powinienem stawiać takich pytań. Ha, ja nie tylko stawiałem pytania, ale wyciągałem logiczne wnioski. A one były przerażające. Bo rysowały się dwie możliwości, i one wciskały się do mojego mózgu. To szatan mi je podsuwał. Pierwszy: albo Boga nie ma, i wszystko leci tak jak leci. A drugi:, jeżeli Bóg jest, to jest okrutnym sadystą. Broniłem się przed tymi wnioskami. Gdybym je przyjął, zginąłbym. Bo jeżeli Bóg nie istnieje, lub istnieje, ale jest okrutnym tyranem, to nie warto żyć. Jednak zacząłem szukać odpowiedzi w Biblii, i zobaczyłem, że wielu Bożych ludzi, zadawało Bogu takie pytania, jakie i ja zadawałem. To był Job, Dawid, Jeremiasz, Habakuk. Cieszę się, że mogę wam to zacytować, bo gdybym wypowiedział te słowa od siebie, to moglibyście mnie potępić. Ale to jest w Biblii. I Dawid pyta: dlaczego milczysz, gdy trapi mnie nieprzyjaciel? Dlaczego śpisz Panie, obudź się. Dlaczego zapominasz o nędzy i udręce naszej? Dlaczego cofasz swoją rękę, a prawicę chowasz w zanadrzu? A Jeremiasz mówi: chciałbym z Tobą porozmawiać o sprawiedliwości. Dlaczego życie bezbożnych upływa szczęśliwie, i bezpiecznie się czują wszyscy wiarołomni? Dlaczego tak nas uderzyłeś, że nie ma dla nas uleczenia? Oczekiwaliśmy pokoju, lecz nie przyszło nic dobrego. Habakuk dodaje: dlaczego dopuszczasz zło i bezprawie? Ucisk i przemoc dzieją się na moich oczach. Twoje oczy są zbyt czyste, aby patrzyły na zło. Dlaczego jednak przypatrujesz się przewrotnym, milczysz, gdy bezbożny pożera sprawiedliwego?

A teraz przygotujcie się na najcięższe słowa. Padły z ust Joba: proszę Go, by się odezwał, a nie mam pewności, że słucha. Gdy bicz nagle zabija, On szydzi z rozpaczy niewinnych. Gdy ziemia wydana jest w ręce bezbożnika, On zakrywa oblicze jej sędziów. Dlaczego bezbożni zachowują życie, starzeją się, a nawet nabierają siły? Ich domy są bezpieczne, wolne od strachu i nie smaga ich rózga Boża. W dobrobycie spędzają swoje dni, i w pokoju schodzą do krainy umarłych. Inny zaś umiera z goryczą w duszy, i nigdy nie zakosztuje szczęścia. Ubodzy wychodzą do swojej żmudnej pracy, szukając żywności dla swoich dzieci. Nocują nago, bez odzieży, a w czasie zimy nie mają okrycia. Porywają od piersi sierotę, i biorą w zastaw niemowlę ubogiego. Z miast rozlegają się jęki umierających, ranni wołają o pomstę. Ale Bóg nie zważa na modlitwy. Nim światło wzejdzie, powstaje morderca, zabija ubogiego i biednego, a w nocy zakrada się złodziej. A jednak On przedłuża swoją mocą życie okrutników. Zapewnia mu bezpieczny byt. Czyż tak nie jest? Kto mi zada kłam i obróci w niwecz moje słowo? A więc, kto odpowie na te wszystkie zarzuty? Wydaje się, że są w pełni zasadne, bo widzimy to, słyszymy i doświadczamy na własnej skórze. A więc, czy Bóg rzeczywiście jest niesprawiedliwy, ślepy i głuchy na wołanie krzywdzonych?

Wiecie, zacząłem studiować ten temat dlatego, iż założyłem, że jest jeszcze trzecia możliwość. To znaczy, że jest coś, o czym ja nie wiem lub, czego nie rozumiem. Pamiętaj, ilekroć nie będziesz rozumiał, dlaczego w twoim życiu dzieje się coś niedobrego, powstrzymaj się, przed sądzeniem Boga. A raczej załóż, że jest coś, o czym nie wiesz. I o tym czymś, chciałbym teraz powiedzieć. W życiu Joba, poza tym czego doświadczał, było coś, o czym nie wiedział. Coś działo się w niewidzialnym dla niego wymiarze, a to dotyczyło przecież jego osoby i bezpośrednio dotykało jego życia. Job oceniał rzeczywistość i Boga, posługując się niepełnym materiałem dowodowym. Jakże inaczej by brzmiały jego słowa, lub w ogóle by ich nie wypowiedział, gdyby wiedział, dlaczego dzieje się to w jego życiu. Ale czy my dzisiaj, teraz, możemy zrozumieć i odpowiedzieć sobie na pytanie:, Dlaczego? Sądzę, że w dużej mierze tak. A więc, dlaczego Bóg nie reaguje natychmiast, karząc zło? Na przykład zabijając mordercę małego dziecka. Gdybym ja był Bogiem, to natychmiast bym go zabił. Dobrze, że nim nie jestem, bo prawdopodobnie musiałbym zabić wszystkich. Zgodzicie się ze mną? Gdyby Bóg natychmiast zabił mordercę, za przestępstwo przykazania „nie zabijaj”, to szatan powiedziałby Mu: o jeżeli go zabiłeś, to Ty zgodnie z Prawem musisz i tych tutaj zabić. A więc i mnie, i ciebie, i ciebie i nas wszystkich. Za co? I ja i ty wiemy, za co. Bo każdy z nas przestępuje Prawo. A za przestępstwo Prawa jest śmierć. I w pewnym sensie ponieśliśmy już śmierć, na krzyżu, w Chrystusie. I dlatego, ten morderca nie zostaje zabity, bo za niego też zginął Jezus. Biblia pisze: Pan dotknął Go karą za nas wszystkich. Może się to nam nie podoba, ale miłość Boga jest tak wielka, że On kocha również tego mordercę. I dlatego, póki trwa czas łaski, dopóki nie odbędzie się sąd, karę za przestępstwa wszystkich ludzi ponosi Chrystus. Pismo Święte jednak mówi, że przyjdzie taki czas, kiedy pewna grupa ludzi, ogromna grupa, sama poniesie karę. Bo jak pisze Salomon: każda sprawa i każde działanie ma swój czas. Wtedy, pisze Ezechiel, dostrzeżesz różnicę między sprawiedliwym a bezbożnym. Izajasz 11,4 mówi: lecz według sprawiedliwości będzie sądził biednych, rózgą swoich ust będzie chłostał zuchwalca, a tchnieniem swoich warg zabije bezbożnika. Moi drodzy, ludzie, którzy odrzucą Boga, zginą, sami poniosą karę za swoje czyny. Kiedy jesteśmy krzywdzeni i szukamy sprawiedliwości, kiedy krzywdzeni wołają do Boga o pomstę, niech wiedzą, że ona nadejdzie, ale pozostawmy ją Bogu. Ona nadejdzie we właściwym czasie. Psalm 37,10: jeszcze trochę, a nie będzie bezbożnego; spojrzysz na jego miejsce, a już go nie będzie. Psalm 58,11: uraduje się sprawiedliwy, gdyż ujrzy pomstę, stopy swoje obmyje we krwi bezbożnego.

My chcielibyśmy, aby Bóg działał natychmiast, ale nie rozumiemy, że każda sprawa, również sprawa sądu, ma swój wyznaczony czas. Ale ktoś powie: - co mi z tego, że bezbożnik będzie ukarany kiedyś tam, za tysiąc lat? Bracie i Siostro, to będzie szybciej niż sądzisz. Bo w porównaniu z wiecznością, do której Bóg nas powołuje, to działanie Boga jest bardzo szybkie. Kiedyś myślałem tak, dlaczego zło panoszy się aż sześć tysięcy lat? Ale gdy uświadomiłem sobie, co to jest wieczność, miliony razy miliony, razy miliony razy miliony i jeszcze wiele, wiele razy miliony lat, to powiedziałem: o, sześć tysięcy lat to tylko mgnienie. To tak jak jedno mrugnięcie oka w ciągu całego życia człowieka. Dlatego Paweł napisał: gdy teraz na krótko, powtarzam na krótko, gdy trzeba zasmuceni bywacie, różnymi doświadczeniami.

Ale, czy nas wierzących, musi dotykać zło i cierpienie? Każdy z nas broni się przed tym, jak może. A jednak spotykają nas różne bolesne doświadczenia. Dlaczego apostoł Paweł napisał, że trzeba? Wiecie, można odkryć, co najmniej kilka powodów. Na przykład: kto się nacierpiał, zaniechał grzechu. To znaczy, że cierpienie oczyszcza z grzechu. Albo, że może to być jedyny sposób zawrócenia nas ze złej drogi. Albo, że są to konsekwencje naszych złych wyborów. I to jest wszystko prawda, ale ja chciałbym waszą uwagę zwrócić jeszcze na jeden powód. I powiem wam, że on najbardziej porusza moje serce. Potrzebowałem wiele lat, żeby to zrozumieć. Myślę, że zrozumienie tego powodu jest kluczem do zwycięstwa w tym wielkim boju, który ciągle trwa na ziemi. Pamiętajmy zawsze, że panem tego świata, jest szatan. To powiedział Jezus. To on jest autorem wszelkiego zła, jakie się dzieje na świecie. Bóg jednak dopuszcza do tego zła, nawet w życiu swoich dzieci. Wiecie, dlaczego? Pozwólcie, że posłużę się historią.

Gdy byłem dziesięcioletnim chłopcem, graliśmy na boisku w palanta. Po amerykańsku „baseball”. Wiecie, co to za gra? Wtedy każdy chłopak w to grał. Ale przychodził tam na boisko chłopak, który nie miał jednej nogi. Stracił ją, gdyż wpadł pod kosiarkę. Chodził o kulach. Był kaleką. I kiedy my graliśmy, on stał poza boiskiem i przyglądał się nam. Był bardzo smutny, że nie może z nami grać. Dodatkowo niektórzy chłopcy przezywali go „kulas”. Któregoś dnia, gdy wybrali mnie kapitanem drużyny, podszedłem do niego i zapytałem: - czy chciałbyś z nami zagrać? Wiecie, przez chwile zaświeciły mu się oczy, ale zaraz zgasły, bo powiedział: - chciałbym, ale nie mogę. Popatrz na mnie. Nie mogę biegać, ani uderzać kijem piłki. O, gdybym miał obydwie nogi, tak jak ty. Wiecie, dzisiaj wielu chrześcijan mówi tak samo. Gdy nagle znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej, gdy podupadli na zdrowiu, dotknęła ich jakaś tragedia, gdy stali się ubogimi, gdy dostali się w ręce krzywdziciela, mówią: o, ja w tych warunkach nie potrafię służyć Bogu. Nie potrafię być dobrym dzieckiem Bożym. Dlaczego Bóg to mi zrobił? Mnie jest tak ciężko żyć. Niech Mu służą ci w kościele, którym błogosławi, których nie dotknęło żadne zło, którzy opływają we wszystko, a mnie niech pozostawi w spokoju. I wiecie, co wtedy pomyślałem? Ciekawe, czy rzeczywiście nie można grać bez jednej nogi. Wróciłem na boisko, podkurczyłem tę nogę, której on nie miał, zawiązałem ja paskiem i zacząłem grać na jednej nodze. Oczywiście wywołało to zdziwienie i protesty mojej drużyny. Co ty robisz!? Przecież przegramy! Ale dla mnie coś innego było ważne. Chciałem mu pokazać, że można grać bez jednej nogi. Oczywiście było trochę trudniej. Kilka razy przewróciłem się, ale poradziłem sobie. A nawet zdobywałem punkty. Po każdej mojej udanej akcji patrzyłem na niego, i widziałem coraz większy entuzjazm w jego oczach. On dotąd nigdy nie odzywał się, gdy grali inni, tylko patrzył. Ale teraz, głośno krzyczał. Gdy udało mi się uderzyć piłkę, i skakałem na jednej nodze od słupka do słupka, on darł się na całe gardło. A gdy się przewróciłem wołał: - Wstawaj! Wstawaj! Dalej!
Po dwóch rundach podszedłem do niego i powiedziałem: - to, co, zagrasz z nami? I wiecie, co się stało? Zdecydował się grać. Miał tak wielką ambicję, i tak bardzo się starał, że wkrótce grał lepiej, niż wielu z dwoma nogami. Uderzał piłkę z taka siłą, że mógł swobodnie na jednej nodze obskoczyć koło do bazy. A pod koniec wakacji, każdy chciał go mieć w swojej drużynie. Od tamtej pory widziałem wielu kolegów. Wielu z nich załamuje się, ale niektórzy nie poddają się. Osiągają w życiu więcej, niż zdrowi.

Dzisiaj szatan sprawia, że wielu ludzi jest życiowo okaleczonych. Zdarza się to również chrześcijanom. I wtedy pytają: dlaczego to mi się przydarzyło? I zaczynają narzekać. A Paweł pisze: cieszcie się, gdy rozmaite próby przechodzicie. Nie mogłem tego zrozumieć, ale dzisiaj wiem. Bracie i Siostro, Przyjacielu, jeżeli doświadczasz cierpienia czy czegoś innego, to ciesz się, bo Bóg powołuje cię do świadectwa. On chce, żebyś w tej trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłeś, nadal chwalił Boga i żył świętym życiem, udowadniając przed całym wszechświatem, że nawet w najtrudniejszych warunkach można być chrześcijaninem. Można zachować wiarę i posłuszeństwo. A największym świadectwem jesteś dla tych, którzy są w takiej samej sytuacji jak ty. Niektórzy przyjmą twoje świadectwo i tak jak ten chłopiec, zaczną cię naśladować. Również pokonają trudności życiowe i zachowają wiarę w Boga. I z tego będziesz kiedyś dumny. Również Bóg będzie dumny z ciebie. Ale wielu stanie na sądzie i powie do Jezusa: - Jak ja mogłem Cię naśladować, jak ja mogłem iść z Ewangelią, gdy moje dzieci były głodne; gdy byłem biedny i nie miałem pieniędzy? Łatwo było tym zamożnym, wykształconym, ale mnie? Nie stworzyłeś nam równych warunków. I wtedy Pan Jezus przywoła ciebie, i powie: on był w takiej samej sytuacji jak ty, i mimo to, zwyciężył. I wtedy wszyscy zamilkną. Wy też myślicie, że bogatemu jest łatwiej być chrześcijaninem? Nie. Jest to również bardzo trudne. Dowodem jest zeświecczenie wielu bogatych ludzi. Ale niektórym z was, Bóg dał takie zadanie. Pokaż światu, jak być moim dzieckiem, moim naśladowcą będąc zamożnym. I tacy staną na sądzie i powiedzą: byłem bogaty, niczego mi nie brakowało, wydawało mi się, że nie potrzebuję Boga. Wtedy Bóg wywoła ciebie. On też był bogaty, ale nie był samolubny. Byłem głodny, a dał mi jeść, byłem nagi a przyodział mnie, a potem cały swój majątek poświęcił na ratowanie innych ludzi. I wtedy wszyscy zamilkną.

Ktoś inny stanie na sądzie i powie: - mi samochód zabił dwie ukochane córeczki. Straciłem wiarę w Ciebie, nie mogłem być już chrześcijaninem. I wtedy Jezus przywoła Renie i Krzysia, i powie: - im też to się stało, ale zaufali mi i zwyciężyli. Dziś rozumieją, dlaczego tak musiało się stać. I popatrz, są z nimi ich córeczki. I wtedy wszyscy zamilkną. Ktoś stanie i powie: - ja byłem w Oświęcimiu, widziałem, co tam się działo. Nie mogłem dalej wierzyć, że istniejesz. Tam się nie dało wierzyć w Boga. A wtedy Bóg wywoła z tłumu zbawionych ludzi, którzy przeszli przez Oświęcim. I wszyscy zamilkną.

Tak Bracie i Siostro. Bóg powołuje mnie i ciebie, aby świadczyć o Nim w każdym położeniu. Aby pomóc milionom ludzi, którym szatan stworzył ciężkie warunki życia. Aby widzieli, że każdy może być zbawiony, obojętnie, w jakich warunkach się znalazł. Dlatego dotykają nas rzeczy takie, jak innych ludzi. Dla świadectwa. Może masz złe warunki w domu. Może masz złego męża, niedobrą żonę, lub teściową. Tak, że czujesz, jakbyś mieszkał z demonami, i nawet ci się nie chce wracać do domu. Nie daj się złamać. Pamiętaj, że jesteś świadectwem nie tylko dla aniołów, ale przede wszystkim dla tych, którzy przeżywają to samo, co ty. Twoim zadaniem jest zachowanie wiary, i bycie dobrym dla tych, którzy cię krzywdzą. Może doświadczasz jakiegoś ucisku, czy prześladowania. Nie przeklinaj swoich prześladowców, ale zachowaj wiarę i módl się za nich. Bo gdzieś w kościele, lub poza nim jest ktoś, kto przeżywa to samo, co ty, ale to ty masz specjalne zadanie od Boga, aby przezwyciężyć tę sytuację, nie dając złamać się duchowo. A może właśnie w twoim kościele jest ktoś, dla kogo jesteś wielkim świadectwem, że mimo tego, co cię spotkało, zachowałeś wiarę.

Niedawno jeden z moich pracowników przyszedł do pracy załamany. Okazało się, że jego żona miała operację. Musieli wyciąć jej jedną nerkę. Dostali od lekarzy taką długą listę, czego odtąd nie może robić, co jeść, czego nie jeść. I wiecie, co mu powiedziałem? Zaskoczyłem go. Was też tym zaskoczę. Czy wiesz, że ja też nie mam jednej nerki? Dowiedziałem się o tym pół roku temu. Widzisz przeżyłem już czterdzieści lat z jedną nerką, i wcale mi to nie przeszkadzało. Normalnie pracowałem, osiągałem sukcesy w sporcie, byłem piłkarzem, a nawet skakałem ze spadochronem z samolotu. Żyję tak jak wszyscy, i czuję się świetnie. Czy widać po mnie, że nie mam jednej nerki? No nie, powiedział, nigdy bym nie zgadł. I wiecie, co? Gdy powiedział to żonie, to od razu lepiej się poczuła. Za jakiś czas, dziękowali mi, że im to powiedziałem. Pół roku temu, gdy sam się o tym dowiedziałem, zresztą zupełnie przypadkowo, pytałem Boga: dlaczego dał mi tylko jedną nerkę? Za pół roku dowiedziałem się, dlaczego. Gdybym dowiedział się o tym dwadzieścia lat temu byłbym załamany, i na pewno żyłbym inaczej. Bardziej ostrożnie. A że nie wiedziałem, żyłem tak, jakbym miał dwie nerki.

Bracia i Siostry nadszedł czas, abyśmy cierpiąc żyli tak, jakbyśmy nie cierpieli. Abyśmy płacząc żyli tak, jakbyśmy nie płakali. Abyśmy tracąc kogoś bliskiego żyli tak, jakbyśmy go nie stracili. Abyśmy będąc ubogim, zachowali godność bogacza. A będąc bogatym, żyli tak, jakbyśmy byli ubodzy. Gdy dowiedziałem się, że nie mam jednej nerki w ogóle się tym nie przejąłem. Skoro Bóg uznał, że jedna nerka mi wystarczy, to OK. Nie martwię się tym. Nie martwcie się tym, co będziecie jedli, w co się ubierzecie, gdzie będziecie mieszkać. Zabiegajcie tylko o Królestwo Boże. Bracie i Siostro, twoim i moim zadaniem jest świadczenie w takim miejscu i sytuacjach, w jakich Bóg nas postawił. Czy wiecie, których żołnierzy w armii uznaje się za najlepszych? Tych, którzy potrafią wykonać zadanie w ekstremalnie trudnych warunkach. Nazywa się ich ‘żołnierzami do zadań specjalnych’. I wielu chciałoby zostać takimi żołnierzami, ale bardzo niewielu przechodzi szkolenie. Nie umieją przejść przez ekstremalnie trudne sytuacje. Ale ci, którzy przechodzą, z duma noszą czerwony beret. Bo to wielkie wyróżnienie. Ich dowódcy są z nich dumni. Bo to im powierzają najtrudniejsze zadania. Każda armia potrzebuje takich specjalnych żołnierzy. Wiele wojen zostało dzięki nim wygranych.

Otóż, niektórych z nas, Bóg też powołuje do takich zadań. Stawia nas w ekstremalnie trudnych warunkach. Tak, więc, jeżeli przechodzisz w życiu przez coś trudnego, to wiedz, że Bóg wielce cię wyróżnił. Powierzył ci specjalne zadanie do wykonania. A gdy już to wiesz, to jesteś w stanie przejść przez każdą trudną sytuacje, bo wiesz, co się naprawdę dzieje. Masz poczucie rzeczywistości. Moi drodzy, brak poczucia rzeczywistości jest głównym powodem tego, że ludzie błądzą. Oceniają rzeczywistość tylko na podstawie tego, co widzą, słyszą i czego doświadczają. Ale to za mało, aby wyciągać pochopne wnioski. Bóg jednak może odsłonić nam rzeczywistość, i wtedy wiele zrozumiemy. Są jednak rzeczy, które zrozumiemy dopiero w niebie. Będzie na to dane tysiąc lat. To będzie czas na sądzenie Boga. Pamiętajmy o tym. Nie sądźmy Boga dzisiaj. Bo dzisiaj nie mamy pełnych informacji, ale wtedy uzyskamy odpowiedź na każde pytanie. I nie raz przyjdzie się nam zdziwić.

Czy zastanawialiście się, dlaczego Bóg tak naprawdę nie odpowiedział Jobowi na zadane pytanie? Bo przecież nie dał mu odpowiedzi, dlaczego go to spotkało? A jednak, Jobowi wystarczyło to, że Bóg mu się objawił. Wystarczyło mu, że poznał Boga. Dotąd znałem Cię tylko ze słyszenia, powiedział, lecz teraz moje oko ujrzało Cię. Drogi Przyjacielu, jeżeli poznasz Boga w swoim życiu, jeżeli dowiesz się, Kim On jest, dowiesz się, że jest dobry, że kocha cię, to nie będziesz już stawiał takich pytań. Bo będziesz wiedział, Kim On jest. Jeżeli widzisz niesprawiedliwość, panoszących się złych ludzi, to nie mów tak jak Job, że Pan Bóg ich wspiera. Bo napisane jest, że: ohydą dla Pana jest droga bezbożnego, lecz naśladowców sprawiedliwości On miłuje - Przypowieści Salomona 15,9.

„Czasem mój Samuel przychodzi do mnie, kładzie mi głowę na kolanach, łapie mnie za rękę i chce, żeby go głaskać po głowie. Bardzo lubię jak tak robi. I kiedyś pomyślałem tak: dlaczego Bóg nie kocha mnie tak, jak ja kocham Samuela? To nie było moje dziecko, przygarnąłem je. Już przez dwa lata, całymi godzinami go mam na rękach. Nie śpię po nocach, opiekuję się nim. Robię dla niego wszystko, co może uczynić go szczęśliwym. Mimo, że z powodu tego, co go spotkało przy narodzinach, nie jest łatwym dzieckiem. Ale nawet, gdy jest złośliwy, biorę go na ręce, tulę do siebie i słodko do niego mówię, aż mu przejdzie złość. I nieraz pomyślałem, gdyby Bóg w taki sam sposób okazywał mi uczucia, to z pewnością lepiej odczułbym Jego miłość. Ale natychmiast przyszła refleksja: - czy ty jesteś lepszy od Boga? Przecież tę miłość do Samuela masz przecież właśnie od Niego.

Wszystko co dobre, pisze Pismo Święte, pochodzi od Ojca świateł, to jest gwiazd. A w końcu pomyślałem, że przecież dziecko wiele razy jest niezadowolone, i zachowuje się tak, jakby rodzice go nie kochali. Doświadczyliście tego? Wy kochacie swoje dzieci, i robicie wszystko, aby były szczęśliwe, a one nieraz mówią, że wy ich nie kochacie. Tak samo jest z nami. Często chcemy, żeby nasz niebieski Ojciec dawał nam rzeczy, których On nie może nam dać, bo doprowadziłyby nas do zguby. Chcemy, żeby uwolnił nas od problemów i cierpień, ale On nie może tego zrobić, bo wie, że to jest jedyna droga dla nas do zbawienia. A wtedy my mówimy do Niego: - nie kochasz mnie. I On jest bardzo smutny z tego powodu. Bo On robi to, dlatego właśnie, że nas kocha.

Pamiętam, jak pojechałem niedawno z Samuelem na pogotowie. Upadł, i rozciął sobie łuk brwiowy bardzo głęboko i szeroko na cztery centymetry. Potrzebny był zabieg chirurgiczny. Gdy go położyłem na stół operacyjny, był przerażony. Bał się lekarzy, i tych narzędzi, które zbliżali mu do głowy. Tak się wyrywał, że nie mogli sobie z nim poradzić. I wyciągał do mnie rączki. W końcu lekarz zniecierpliwił się, i powiedział do mnie: niech pan go przytrzyma. Wziąłem go na ręce, przytuliłem i starałem mu się wytłumaczyć. Ale on i tak bał się, i nie chciał położyć na stół. Musiałem jednak to zrobić. Położyłem go, i mocno przytrzymałem, aby lekarz mógł wykonać zabieg. I wtedy on zaczął rozpaczliwie płakać. Krzyczał: tata! Myślał, że ja razem z tymi panami w białych kitlach robię mu krzywdę i patrzył na mnie swoimi zapłakanymi oczkami, jakby chciał powiedzieć: tatusiu, dlaczego mi to robisz? I wiecie, chciało mi się płakać. Faktycznie, łzy spływały mi po policzku. Cierpiałem razem z nim. Mówiłem: syneczku, musisz przez to przejść, tatuś cię kocha; to dla twojego dobra. Ale on tego nie rozumiał, bo w tym czasie cierpiał. Ja byłem razem z nim, a on myślał, że ja jestem przeciwko niemu. I po zabiegu jeszcze długo płakał. Bardziej z żalu niż z bólu. Przez cały czas tuliłem go do siebie, ale po tygodniu zaczęło mu się goić i dzisiaj została tylko blizna.

Czasem i my, gdy dotyka nas coś złego, mówimy do Boga: Ojcze, dlaczego mi to robisz? I być może, On próbuje nam to wytłumaczyć, ale my nie rozumiemy, co On mówi, tak jak wtedy Samuel, nie rozumiał mnie. Bracie i Siostro, cokolwiek dzieje się w twoim życiu, pamiętaj zawsze, że Bóg jest miłością. Że On kocha cię do szaleństwa, do utraty swojego życia. My możemy nie rozumieć, dlaczego dzieje się to czy tamto, ale możemy zaufać Bogu i z wiarą przejść przez każdą sytuację, wiedząc, że przy nas jest obecny Jezus. Że nigdy nas nie porzuci, i nie spocznie, aż przeprowadzi przez ten wielki bój
między dobrem a złem” .
(autor: Kazimierz Smółka)

„Na zaniedbanym polu wyrasta chwast”

Jesteś człowiekiem posiadającym wolną wolę i podejmujesz przez całe swoje życie wiele decyzji. Niektóre wydają się być nawet bardzo dobre a inne nieco gorsze. Kończysz szkolę albo i nie. Masz pracę i zakładasz rodzinę, albo i nie. Żyjesz sobie tak z dnia na dzień, czasem tylko się zatrzymasz przez chwilę, zapalisz świeczkę lub położysz kwiat na grobie przyjaciela. Ktoś gdzieś umrze i gdzieś narodzi się nowe życie. Proza życia. Czasem smutek, czasem radość. Raz kłótnia z bliską ci osobą, a raz spontaniczny szczery śmiech, innym razem cichy płacz. Wszystko jednak przemija i jest jak gonitwa za wiatrem. Jedyną stałą rzeczą są zmiany. Tego, czego najbardziej pragniemy, tego mamy najmniej. Zerwane przyjaźnie, nienawiść i zdrada. Serce pragnie czegoś innego, tęskni za spełnieniem. Gdzieś głęboko, ukryte na samym dnie, czasem odzywają się nasze szczere pragnienia o czymś lepszym. Dni mijają, wczoraj mieliśmy po osiemnaście lat, dziś na głowie pierwszy siwy włos. Czas nieubłagalnie ucieka. Jutro już może nie być okazji by cokolwiek zmienić. Znieczulamy swoje sumienia i oddajemy się współczesnym usypiaczom. Może wieczorem, zmęczony mój przyjacielu, pójdziesz na piwo, a ty moja droga przyjaciółko oglądniesz swój ulubiony serial. Rano praca, wieczorem sen, gdy przyjdzie. Gdzieś po drodze spotkasz w kuchni swego męża, który wyda ci się tak obcy. Po pokoju przebiegną jakieś dzieci, a ty nie masz czasu ich poznać, bo wyjeżdżasz właśnie na wyspy Brytyjskie. Gdy wrócisz, one nie będą wiedzieć, kim jesteś.
Jeśli ten scenariusz cię nie dotyczy to jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Ale ilu z nas może sobie pozwolić na to i zatrzymać się na chwilę? Spójrz na siebie i na otaczający nas świat. Dokąd i jak długo ta droga nas poprowadzi? – „Na zaniedbanym polu wyrastają chwasty” Wszystko ma swoją cenę. Każdy krok, każda decyzja ma swoje konsekwencje. Czy materialistyczny, egoistyczny i konsumpcyjny świat dotyka i ciebie? Pogoń za pieniądzem – swoisty wyścig szczurów? „Nie dobrze jest sprzedawać wolność za złoto”. Płacisz za to ty, płacą twoi najbliżsi. Po co to całe zamieszanie, o co ten szum? Ważniejsze jest mieć czy być? Bo wszystko pozostanie a człowiek przeminie. Możesz się zatrzymać. Możesz coś zmienić. Bóg jest zainteresowany tym by ci pomóc. Wiem, że zaraz się znajdą tacy, którzy powiedzą ci, że nie jesteś „cool”, że nie jesteś na topie. Nie przejmuj się opiniami tych, którzy chcieliby odebrać ci wolność. Sami trwają w swej niewoli i innym nie pozwalają odejść. Jeśli się jednak zdecydujesz zatrzymać i zechcesz coś w swym życiu ocalić to, to, co się nazywa „dziś” jest najlepszym momentem na zmiany. Dziś jest właściwy czas.

„I w hurtowni może zdarzyć się cud”

Co jakiś czas wspominam wydarzenie, które miało miejsce w jednej z hurtowni rzeszowskich. Był taki okres, że z jednym z braci z kościoła jeździliśmy samochodem, do różnych miast, by zaopatrzyć się w towar do handlu. Tym razem kolejnym miastem był właśnie Rzeszów. Marek podczas podróży opowiadał mi o swoich pracach ewangelizacyjnych, a w Rzeszowie właśnie nabywał towar u jednego takiego hurtownika, z którym między czasie rozmawiał o sprawach Bożych. Tego dnia miałem przyjemność go poznać. Bardzo miły, sympatyczny człowiek obsłużył nas, po czym zamieniliśmy kilka zdań. Nadszedł taki moment, że ja powiedziałem kilka słów o zbawieniu w Chrystusie. Czasem zdarza się tak, że jestem bardzo bezpośredni. Wyjaśniłem, więc naszemu słuchaczowi, że jeśli pragnie zbawienia, pojednania z Bogiem i życia wiecznego, to może nawet teraz to jego pragnienie się spełnić. Zaproponowałem wspólną modlitwę, w której chciałem powierzyć go zbawiennej łasce Chrystusa. Zgodził się niemal bez wahania, zwarzywszy na to, że byliśmy w miejscu publicznym. Człowiek ten zamknął na chwilę drzwi hurtowni, uklękliśmy, a Andrzej, bo takie było jego imię, razem z nami. Zacząłem mówić do Boga o naszym szczerym pragnieniu wyrzeczenia się wszelkiego grzechu. Prosiłem Boga, by przebaczył nam wszelką nieprawość, by stał się osobistym Zbawicielem Andrzeja i wszedł do jego życia i odmienił je, a prawda wypełniła jego poznanie. Zakończyłem słowem „Amen”, a modlący się ze mną mężczyźni odpowiedzieli „Amen”. Szczerze pogratulowałem Andrzejowi właściwej decyzji i narodzenia do nowego życia w Chrystusie. Wśród „sklepowych” półek, gdzieś pomiędzy ladą, a wejściowymi drzwiami, trzej mężczyźni klęcząc przed Wszystkomogącym, proszą o zbawienie. Po chwili wszystko wróciło do normy. Andrzej wrócił do swojej pracy, a my pożegnawszy się odjechaliśmy. Nasze drogi schodziły się już później bardzo rzadko. Ale zawsze otrzymywałem dobre wieści. Mój nowy brat w Chrystusie, po jakimś czasie przyjął chrzest zanurzający i oficjalnie dopełnił swe wieczne przymierze z Bogiem. Narodził się jak wierzę z Ducha Świętego w tamtej hurtowni, a dopełnił je wychodząc z wody (por. Ew. Jana 3).
Szczerość i determinacja, autentyczna potrzeba osobistego poznania Boga, wydała owoc godny podziwu. W miejscu najmniej spodziewanym dokonał się cud nawrócenia.

Bogu niech będzie za to chwała, przez Jezusa Chrystusa, w Nim jest dla nas odwaga i moc, by dokonywać rzeczy niemożliwych.

koniec